 |
|
 |
| Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
pwarych
Trójka

Posty: 43
Skąd: Łódź
Klub: Frame, Tago, Dziewiątka
Gra od: 2009 r.
więcej info »
pwarych
Trójka

Dołączył: 05 Gru 2009
Posty: 43
Skąd: Łódź
Klub: Frame, Tago, Dziewiątka
Gra od: 2009 r.
Kij do gry: Fury R 103
Rozbijak: barowiec
« zamknij panel
|
Wysłany: Pią Lip 16, 2010 1:26 am Temat postu: |
|
|
Najpierw był trening, trening i tylko trening. Dość wcześnie dałem się namówić na udział w małych turniejach lokalnych.
Pamiętam jak na pierwszym turnieju prawie się popłakałem i chciałem uciec.
I to nie dlatego, że przegrywałem ze wszystkimi (bo teraz też o wiele więcej przegrywam niż wygrywam) tylko dlatego, ŻE NIE UMIAŁEM ZAGRAĆ JAK NA TRENINGU.
To przeciwnik dyktował warunki, czyli to ja grałem JEGO tempem, a nie swoim. Podobnie jak w szachach - ktoś gra szybko - ja czułem się w obowiązku też zagrać szybko, bo obawiałem się tego, co sobie pomyśli i bałem się jego zniecierpliwienia. Ja mentalnie byłem na obcym sobie terenie.
To ja sam sobie narzucałem pośpiech, co oczywiście skutkowało pudłowaniem i frustracją.
To ja byłem spięty i rozedrgany i w związku z tym wolałem zagrać cokolwiek, niż w miarę spokojnie pomyśleć. O jakiejkolwiek rutynie przedstrzałowej nie mogło być mowy. Koncentracja - z takim stanem umysłu - wykluczona.
Moje ruchy były niepewne, mowa cicha, sylwetka zgarbiona.
Po prostu chciałem mieć to za sobą i znów pójść trenować. W ciszy i spokoju.
Co mnie więc pchało, aby przychodzić systematycznie, co 3 tygodnie na turniej, dostawać cięgi i cierpieć?
Otóż gdy po turnieju dochodziłem do siebie - za dzień, dwa szedłem trenować - i po 3 tygodniach byłem przekonany, że teraz na turnieju będzie widać różnicę.
Bo przecież 3 tygodnie trenowałem - tak sobie myślałem. Więc musi być lepiej.
Nie było lepiej, ale ja znów szedłem trenować, bo byłem przekonany, że za 3 tygodnie będzie lepiej... itd.
Lubiłem i lubię trenować sam przy stole.
Z czasem, bardzo powoli, zacząłem się oswajać z przegranymi i z atmosferą w klubie. powoli zacząłem czuć się, ŻE TO JA JESTEM U SIEBIE.
Niektórzy kibicowali mi, mówiąc, że każdy tak zaczynał i żebym się nie poddawał.
Odpowiadałem, że nie zamierzam się poddawać, bo ja po prostu uwielbiam grać w bilard. Więcej nie tłumaczyłem, bo nie wiem, czy zostałbym zrozumiany. Nie mówiłem, że to mnie pasjonuje i przegrana nie jest w stanie spowodować mojego zniechęcenia.
Nie mówiłem, że zmaganie jest mi potrzebne do życia.
Zmaganie z bilami, które często jest frustrujące, ale jest też satysfakcjonujące. Tego typu frustracji i satysfakcji nie spotkałem wcześniej. Może dlatego, że nigdy nie lubiłem gier zespołowych i nie lubiłem rywalizacji.
Po jakimś czasie za cel, i tak jest do tej pory, postawiłem sobie, że sukcesem będzie dla mnie prawidłowo wbita bila (tak wbita jak na treningu)
Nigdy nie cieszyła mnie wygrana, bo przeciwnik wbił czarną i białą jednocześnie. Nie cieszyła mnie wygrana, kiedy wiedziałem, że grałem kalecznie. Oczywiście cieszyłem się, kiedy przeciwnik spudłował, ale za chwilę dopadała mnie frustracja, bo nie umiałem tego wykorzystać.
Straszne uczucie.
Zawsze cieszyło mnie natomiast, gdy udawało mi się zagrać ze zbliżoną dokładnością, koncentracją i pewnością jak na treningu.
Powoli zacząłem w myślach dodawać sobie otuchy afirmacjami w stylu -
PO PROSTU PODEJDŹ I ZAGRAJ TĘ BILĘ.
NIE ŚPIESZ SIĘ.
TO TYLKO GRA
PO PROSTU RÓB SWOJE
SPOKOJNIE.
Turnieje odbywały się, co 3 tygodnie, a ja przychodziłem. Trenowałem i przychodziłem, by zagrać lepiej. Grałem, w moim mniemaniu, raczej tak samo. Cały czas przegrywałem i cały czas nie liczyłem się w turnieju.
Z czasem udało mi się komuś urwać frama, czy dwa.
Wtedy TO zauważyłem, TO do mnie dotarło.
Że na turnieju przy stole liczy się technika, ALE JESZCZE BARDZIEJ PSYCHIKA.
Powoli zacząłem się czuć jak u siebie, moja sylwetka prostowała się, przestało mnie rozpraszać, to co się dzieje wokół stołu, zacząłem zagadywać, głos zaczął brzmieć pewniej. Poczułem fizycznie wręcz, że staję się bardziej rozluźniony. To zaczęło przekładać się na grę.
Moja gra powoli zbliżała się do poziomu treningowego, a każde pewne zagranie nakręcało spiralę satysfakcji - GRASZ LEPIEJ, POMIMO, ŻE PRZEGRYWASZ.
Zacząłem, sobie uświadamiać, że przegrywam (i jeszcze długo będę przegrywał), bo od początku grałem tylko z lepszymi od siebie (tacy przychodzili na te turnieje)
Ale nie to się liczyło. Liczyło się, że moja psychika zaczęła radzić sobie z całą tą sytuacją turniejową.
Przegrałem pierwszą partię - Cancel. Przy drugiej partii o tamtej nie pamiętałem, nie gryzło mnie to, co było wcześniej.
Zacząłem obserwować zawodników, ich zachowanie i psychikę.
Większość w czasie meczu nie dawało nic po sobie poznać, ale PO MECZU było widać jak wiele ich taki mecz kosztował (zwłaszcza taki w którym natknęli się na duży opór)
Musieli wyjść i się napić. I zrozumiałem, że bilard to gra psychologiczna, gra nerwów i gra pozorów jednocześnie.
Inni wściekali się w czasie meczu, bluźnili, uderzali kijem o ziemię. Czym bardziej się wściekali tym trudniej było im się skoncentrować i grać na swoim zwykłym poziomie.
Jeszcze inni deklarowali głośno, że dla nich bilard to tylko zabawa i w bilardzie chodzi o to, żeby się dobrze bawić. I tak było dopóki wygrywali.
Kiedy przegrywali (zwłaszcza ze słabszym) zamieniali się nie do poznania. Milkli, cichli, a niektórzy znikali na jakiś czas z turnieju. Bilard już ich tak nie bawił. Ha ha.
Zacząłem to powoli wykorzystywać i zacząłem się tym po trosze bawić.
Śmiałem się w duchu (bo głośno nie wypadało), kiedy ktoś przegrał ze mną, bo wbił czarną razem z białą. Wiedziałem, że to go osłabiło psychicznie, a ja tym samym mam większe szanse w drugiej partii.
Śmiałem się w duchu, gdy ktoś pudłował proste bile. Wiedziałem, że teraz jest na równi pochyłej i jeśli się nie weźmie w garść - to mecz ze mną może go wiele kosztować. Pewnie ze mną jeszcze wygra, ale dalej są kolejni gracze.
Śmiałem się w duchu, kiedy ktoś przegrywał ze mną pierwszą partię. To go wytrącało z równowagi. Przegrać z kimś tak słabym. Jego psychika już zaczęła mięknąć - większe szanse dla mnie.
Zdarzyło mi się widzieć osoby, które (gra do 3ech) przy stanie 2:0 dla mnie były już strzępem człowieka. Podchodzili do stołu, ale tak naprawdę mogli równie dobrze poddać partię.
Śmiałem się w duchu, gdy ktoś grał szybko, a ja wolniej od niego. To go wytrącało z równowagi. Więc ja jeszcze bardziej zwalniałem.
Śmiałem się w duchu, gdy ktoś przyzwyczajony do gry ofensywnej i gry typu wbijać wbijać jak najwięcej napotykał na moje mniej czy bardziej udane odstawne. W tym momencie jego rytm i jego tempo nie działało już na jego korzyść.
Czym lepiej gram, tym więcej widzę, ile psychologii jest w bilardzie i jak istotną rolę ona odgrywa.
I coraz więcej mam frajdy z tego jak ktoś myślał, że będzie miał łatwo, a tu niespodzianka. Coraz więcej mam frajdy jak ktoś nie może się pogodzić, że przegrywa, zwłaszcza ze słabszym.
Nie chodziłem na turnieje, żeby wygrywać i rywalizować. Na to jeszcze za wcześnie.
Chodziłem i chodzę na turnieje, żeby się wzmocnić psychicznie. Zdobywam wiedzę, co warto trenować, a czego niekoniecznie.
I w jakich proporcjach to trenować.
Słucham, co mówią ludzie. Filtruje to i konfrontuję z rzeczywistością. Jednych rad słucham, inne wypuszczam drugim uchem.
Uczę się grać swoim tempem i w swoim rytmie, nawet w niesprzyjającym otoczeniu. Tego się uczę na turniejach.
A przede wszystkim chodzę na turnieje, żeby umieć zwalczyć stres i umieć zagrać tak jak na TRENINGU. Z taką samą pewnością, koncentracja i takim samym efektem.
Jak ktoś kiedyś napisał - czym lepiej technicznie grasz w bilard, tym większą rolę odgrywa psychika. Miał rację do cholery! _________________ Prawdziwa wielkość ubrana jest w prostotę. |
|
|
|
|
 |
|
|
Wysłany: Pią Lip 16, 2010 2:37 pm Temat postu: |
|
|
fajny wpis.
uważaj tylko by z psychologi typu widzę, że zepsuł łatwą bilę, więc musi być podłamany itd nie dojść do zastosowań psychologii w celach wygrywania. _________________ www.pool-bilard.blogspot.com
czytaj o bilardzie w wykonaniu trójmiejskim, polskim oraz swiatowym
bilardowe relacje video |
|
|
|
|
 |
pwarych
Trójka

Posty: 43
Skąd: Łódź
Klub: Frame, Tago, Dziewiątka
Gra od: 2009 r.
więcej info »
pwarych
Trójka

Dołączył: 05 Gru 2009
Posty: 43
Skąd: Łódź
Klub: Frame, Tago, Dziewiątka
Gra od: 2009 r.
Kij do gry: Fury R 103
Rozbijak: barowiec
« zamknij panel
|
Wysłany: Pią Lip 16, 2010 9:04 pm Temat postu: |
|
|
Nie zamierzam absolutnie korzystać z psychologi, ani z niczego innego, aby przeszkadzać przeciwnikom w czasie gry.
Ale jak najbardziej zamierzam stosować antidotum, aby jak najbardziej uodpornić się na ewentualne niesportowe zachowania przeciwników.
Logyz, jak sam pisałeś, w swoim blogu, zdarzało ci się już obserwować (lub słyszałeś) m.in
- pojawianie się w polu widzenia tuż przed zagraniem, szczególnie jakimś trudnym,
- mocne kopnięcia w drewnianą podłogę tuż przed uderzeniem,
- komentarze odnośnie gry,
- specjalne kaszlanie,
- ostentacyjne jedzenie batonika,
- rozmowa/zabawa telefonem,
- nalewanie wody do szklanki z wysokości metra, gdy przeciwnik wbija decydującą bilę.
Na jednym z przedwakacyjnych turniejów miałem okazję na własnej skórze przekonać się, co to znaczy gra w trudnych warunkach.
Jeden z zawodników, z natury skory do żartów i dowcipkowania zażył dodatkową sporą ilość napojów procentowych i zaczął służyć jako publiczność.
Wybrał sobie mój mecz.
Jego komentarze i ciągłe docinki potrafiły wyprowadzić z równowagi.
Czułem się jakby zamiast jednej osoby nasz mecz oglądała i komentowała grupa kibiców. Naprawdę ciężko było zachować spokój.
Kiedy minął pierwszy szok, udało mi się jednak skoncentrować, mimo tych niesprzyjających okoliczności.
Nawiązałem nawet dialog z MOJĄ PUBLICZNOŚCIĄ
Stwierdziłem, że zamiast poprosić o ciszę, czy zwrócić się do organizatora o usunięcie głośnej publiki i potraktowanie tego, jako niesportowe zachowanie – wykorzystam to jako lekcję opanowania i koncentracji w trudnych warunkach.
Mój oponent przy stole zniósł to gorzej, nie odzywał się, grał nierówno, ale nie interweniował. Po meczu wyglądał, jakby go czołg przejechał.
Po zakończeniu meczu podziękowałem mojej jednoosobowej publiczności za naukę gry w trudnych warunkach. Bez złośliwości. Naprawdę mi pomógł,.Chociaż w trakcie gry myślałem raczej, czy nie powinienem go zastrzelić.
W pamięci mam ciągle rodzaj treningu trzykrotnego mistrza szachowego Botwinnika.
Trening Botwinnika miał charakter totalny. Bardzo dbał on o zachowanie sprawności fizycznej i prowadzenie higienicznego trybu życia. Sam niepalący, rozgrywał wielogodzinne mecze w otoczeniu palaczy, aby przywyknąć do gry w niesprzyjających warunkach.
Stosował ćwiczenia odporności na dodatkowe czynniki stresujące, m.in. grał mecze sparingowe przy głośno włączonym radiu, żeby później w czasie prawdziwego meczu nic nie było w stanie go rozproszyć.
Rozgrywał w tajemnicy mecze treningowe z innymi silnymi graczami, co historycy szachowi odkryli dopiero po latach.
Uważam, że to jakie przeciążenia muszą znosić szachiści to nic w porównaniu z bilardzistami. Ale metody koncentracji i opanowania możemy się od nich uczyć. _________________ Prawdziwa wielkość ubrana jest w prostotę. |
|
|
|
|
 |
|
|
Wysłany: Sob Lip 17, 2010 7:10 pm Temat postu: |
|
|
btw. wracajac do istoty tematu, sam na sobie sprawdzam w chwili obecnej teze o nauce przez trening tylko. od mniej wiecej pol roku nie ma hazardu, turniej lokalny, w ktorym moge grac, jest raz w miesiacu, ale sam go organizuje, wiec co innego mam na glowie. zostaje liga ( 16? meczy w roku :/ ) i poltoury, ktore czesciej zniechecaja niz czegos ucza. zobaczymy czy idzie tak sie rozwinac czy jest to prosta droga do odlozenia kija na polke. _________________ www.pool-bilard.blogspot.com
czytaj o bilardzie w wykonaniu trójmiejskim, polskim oraz swiatowym
bilardowe relacje video
|
|
|
|
|
 |
pwarych
Trójka

Posty: 43
Skąd: Łódź
Klub: Frame, Tago, Dziewiątka
Gra od: 2009 r.
więcej info »
pwarych
Trójka

Dołączył: 05 Gru 2009
Posty: 43
Skąd: Łódź
Klub: Frame, Tago, Dziewiątka
Gra od: 2009 r.
Kij do gry: Fury R 103
Rozbijak: barowiec
« zamknij panel
|
Wysłany: Wto Lip 20, 2010 8:34 pm Temat postu: |
|
|
By wzmocnić odporność na stres i opanowanie, a także przyzwyczaić się do obecności publiki - będąc na treningu zacząłem wybierać stół jak najbliżej bufetu i wejścia jednocześnie.
Wcześniej chowałem się jak najdalej, w odludnych miejscach i stękałem ilekroć ktoś pojawił się w pobliżu.
Personel klubu z nudów, czy też innych przyczyn obserwuje grę graczy, którzy są w zasięgu wzroku. A nawet jeśli tak nie jest, ja mam takie wrażenie.
I oto chodzi.
Będąc blisko wejścia do klubu, każdy wchodzący i wychodzący zerka na stół. Ogólnie granie w pobliżu ciągu komunikacyjnego jest dodatkowym utrudnieniem. I oto chodzi.
Przygotowując się do wrześniowych turniejów być może zastosuję jeszcze niektóre takie sposoby utrudniania sobie treningu jak -
- wybieranie stołu w sąsiedztwie kogoś już grającego (nieustanne składanie się do strzału ze świadomością, że ktoś być może czeka za plecami na swoją kolej + częste wpadanie na siebie) - level MEDIUM treningu
- wybieranie stołu w sąsiedztwie hałaśliwej grupy podpitych mężczyzn, którzy samotny trening uważają za dziwactwo i obciach. - level HARD treningu
- wybieranie stołu pomiędzy kimś kogo nie lubimy (i lubi on nas pouczać i komentować) a grupą podpitych... - level VERY HARD treningu.
- odmawianie sparingów ze znajomymi, którzy zastali nas w klubie, mówiąc im, że dzisiaj tylko ćwiczymy - level MEDIUM treningu
- granie w czapce z daszkiem lub w stroju zarezerwowanym na oficjalne turnieje (czarne spodnie wyjściowe, mucha... itp) - level MEDIUM/HARD treningu
Co jeszcze można zrobić, by zbliżyć się do poziomu stresu występującego na turniejach? Może macie jakieś dodatkowe pomysły na poszczególne levele? _________________ Prawdziwa wielkość ubrana jest w prostotę. |
|
|
|
|
 |
pejo154
Ósemka

Posty: 406
Skąd: Szczecin
Gra od: 1996 r.
więcej info »
pejo154
Ósemka

Dołączył: 27 Lut 2008
Posty: 406
Skąd: Szczecin
Gra od: 1996 r.
Kij do gry: Joss/OB-1
Rozbijak: Beretta
Skoczek: Beretta
Ulubione odmiany gry: 14/1
Partie z kija z rzędu (8-bil): 4
Partie z kija z rzędu (9-bil): 4
Partie z kija z rzędu (10-bil): 1
Najwyższy break w 14/1: 54
« zamknij panel
|
Wysłany: Wto Lip 20, 2010 9:28 pm Temat postu: |
|
|
Przed treningiem, np. w jakimś poznańskim klubie, ryknąć od wejścia "Bo Legia to jest potęga...!!!"  |
|
|
|
|
 |
matecki
Czwórka

Posty: 80
Skąd: Kielce
Klub: Fugit Kielce
Gra od: 2003 r.
więcej info »
matecki
Czwórka

Dołączył: 04 Lut 2009
Posty: 80
Skąd: Kielce
Klub: Fugit Kielce
Gra od: 2003 r.
Kij do gry: Fury
Rozbijak: Classic B/J
Skoczek: Classic B/J
Ulubione odmiany gry: 9, snooker
Ulubiony zawodnik: Ronnie O'Sullivan
« zamknij panel
|
Wysłany: Sro Lip 21, 2010 12:28 pm Temat postu: |
|
|
W Łodzi też będzie podobny efekt  |
|
|
|
|
 |
pwarych
Trójka

Posty: 43
Skąd: Łódź
Klub: Frame, Tago, Dziewiątka
Gra od: 2009 r.
więcej info »
pwarych
Trójka

Dołączył: 05 Gru 2009
Posty: 43
Skąd: Łódź
Klub: Frame, Tago, Dziewiątka
Gra od: 2009 r.
Kij do gry: Fury R 103
Rozbijak: barowiec
« zamknij panel
|
Wysłany: Pią Sie 13, 2010 8:33 pm Temat postu: |
|
|
Ostatnio brałem udział w amatorskim turnieju i zauważyłem, że gdy bile rozsypią się po rozbiciu - dostaję oczopląsu i nie umiem ułożyć chociażby zarysu planu gry. Po przeczytaniu kilku artykułów zrozumiałem w czym rzecz. Kule nie są w dwóch kolorach (przykładowo czerwone i czarne) co stwarza pozory chaosu i utrudnia rozdzielenie w umyśle bil na dwie grupy.
Postanowiłem na treningu skupić się na takim ćwiczeniu.
Najpierw element rozdziału bil na dwie grupy - całych i z paskiem. Staję nad stołem i spokojnie przyglądam się, gdzie stoją jakie bile. Nie spieszę się.
Gdy już w umyślę rozdzielę bile na dwie grupy, próbuję zadecydować którą grupę bil wybrać do wbijania. Znowu stoję i się zastanawiam.
Gdy już się zdecyduję biorę białą do ręki i próbuję ustalić jakiś w miarę sensowny sposób-schemat wbicia dwóch lub trzech bil jedna po drugiej.
Ależ mi mózg wtedy puchnie.
Czytałem, że te trzy etapy - rozdział grupy bil, wybranie lepiej rokującej grupy oraz ułożenie schematu (powiedzmy na najbliższe 3 bile) - początkowo może zająć kilka minut. I tyle mi to zajmuje. A nie jest to przyjemny proces, bo głowa rozgrzewa mi się jak przy szachach.
Doświadczonym graczom te trzy etapy zajmują mniej niż 30 sekund.
Na treningu staram się robić jak najwięcej rozbić, aby nauczyć mózg reagować szybciej na chaos powstały po rozbiciu i resztę etapów.
Nie rozgrywam całej partii.
Rozbicie, oddzielenie w głowie całych i pasków, wybranie grupy którą będę grał i ułożenie krótkiego schematu gry (czyli jak wbić pierwsze 2-3 bile) i od nowa. Strasznie męczące. Ale niezbędne.
Gdy już głowa nie wytrzymuje robię drugie ćwiczenie.
Gdy poprowadzimy w wyobraźni linie między diamentami zobaczymy, że przecinają się one na polu gry i tworzą siatkę. Na przecięciu diamentów powstają punkty - dokładnie 21 punktów.
Biorę 8kę i 9kę i stawiam je na wybranych przez siebie punktach.
Biorę białą do ręki i staram się tak zagrać 8kę, by dobrze wyjść na 9kę.
Jeśli widzę, że dane ustawienie dobrze mi idzie - powtarzam je.
A później staram się spozycjonować układ w inny sposób.
Bo przecież w prawdziwej grze na stole jest wiele bil i jakaś bila może stanąć na drodze i uniemożliwić wyuczony rodzaj pozycjonowania.
Jeśli dobrze mi idzie spozycjonowanie cofnięciem, próbuję naturalnym torem białej po zderzeniu z obiektową, lub przy użyciu ścigacza.
Staram się wymyślić jak najbardziej pewny i powtarzalny (lepiej pasuje słowo - automatyczny) schemat do wbicia tych dwóch bil.
Trzecie ćwiczenie - to ustawienie bili zagrywanej w wybranym miejscu i przewidzenie w umyśle, gdzie poleci biała bila po odbiciu się od bili zagrywanej.
Później uderzenie i sprawdzenie, czy dobrze przewidziałem.
Nie używam stopa (bila nie ślizga się po suknie), a naturalnie toczącej się bili (bila cały czas toczy się).
Dowiedziałem się ostatnio o zasadzie kąta 30 stopni (lepiej późno niż wcale) i zrozumiałem czemu frustrowałem się wcześniej, gdy tocząca się biała bila odbijała się od zagrywanej nie pod kątem 90 stopni (jak piszą), a mniejszym. Pomimo, że uderzałem, wg mnie w środek białej.
Po prostu nie wiedziałem, że zasada kąta 90 stopni tyczy się tylko uderzeń zbitych (czyli Stop Balli jedynie)
Po tych trzech ćwiczeniach czuję, że dobrze spożytkowałem czas na trening. _________________ Prawdziwa wielkość ubrana jest w prostotę. |
|
|
|
|
 |
wojt
admin
Posty: 1517
Skąd: Londyn
Gra od: 1994 r.
więcej info »
wojt
admin
Dołączył: 19 Lip 2006
Posty: 1517
Skąd: Londyn
Gra od: 1994 r.
Kij do gry: Predator 5K8
Rozbijak: Predator BK2
Skoczek: Predator Air
Ulubione odmiany gry: 9, 10, 8
Ulubiony zawodnik: Reyes, Wu
Partie z kija z rzędu (8-bil): 3
Partie z kija z rzędu (9-bil): 5
Partie z kija z rzędu (10-bil): 2
« zamknij panel
|
Wysłany: Pią Sie 13, 2010 9:38 pm Temat postu: |
|
|
W 8-bil podczas analizowania sytuacji po rozbiciu i rozlozeniu bil na dwie grupy wazne jest rozpatrzenie, ktore bile sa w dogodniejszej pozycji w stosunku do osemki. W przypadku posklejanych bil nalezy tez wziac pod uwage czy w poblizu sa bile z danej grupy, ktore pozwola nam na rozwiazanie problemow. _________________ Perfect practice makes perfect! |
|
|
|
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|